czwartek, 27 września 2012

Jerez de la Frontera

Jerez de la Frontera, słynące z win, koni i flamenco, zachowało starówkę, która została wpisana na listę zabytków historyczno-artystycznych. To jedno z najznamienitszych miast prowincji Kadyksu łączy dostojność arystokratycznych pałaców z ludowym klimatem typowo andaluzyjskich domostw. Cechy te widoczne są co roku podczas obchodów „Feria de Caballo” (targów koni), imprezy o międzynarodowym znaczeniu turystycznym.

Szeroką ofertę kulturalną wzbogaca smak regionalnej gastronomii, wśród której wyróżnia się posiadające chronioną nazwę pochodzenia Jerez-Xérès-Sherry Manzanilla-Sanlúcar de Barrameda. Odwiedzenie jednej z piwnic winiarskich umożliwi podróżnikowi poznanie związanych w winem tradycji miasta.

To założone przez Fenicjan i nazwane przez nich Xera miasto w epoce średniowiecza było obiektem licznych najazdów, jako że leżało przy granicy Królestwa Granady, znajdującego się pod panowaniem muzułmańskim. Kiedy zostało zdobyte przez Królów Katolickich, słynęło już ze znakomitego wina.

Także na okres średniowiecza przypada stworzenie własnej rasy koni, andaluzyjskiej, zwanej także kartuską na cześć pobliskiego Klasztoru Kartuzów Santa María de la Defensión. Klasztorni mnisi stworzyli i hodowali tę rasę przez wieki do czasu, kiedy po tzw. Konfiskacie Mendizabala (wystawiono na sprzedaż dobra kościelne) hodowla koni przeszła w ręce miejscowych hodowców.

Arabska przeszłość Jerez de la Frotera jest wyraźnie widoczna w jego murach, Alkazarze i Meczecie – dzisiaj kaplicy pod wezwaniem Santa María la Real. Świadectwem pochodzenia budowli z okresu Almohadów (XII wiek) są ośmioboczne wieże. W Alkazarze, oprócz innych pomieszczeń, wyróżniają się łaźnie pokryte sklepieniami z otwartymi świetlikami. Zaś wieża pałacu Villavicencio, barokowego budynku przyległego do zespołu zabytków, posiada camera obscura, skąd można obserwować całe miasto.Najważniejszy symbol chrześcijański miasta, katedra, leży zaledwie o krok. Wzniesiona na miejscu meczetu, dawna kolegiata San Salvador łączy w swej konstrukcji elementy barokowe i neoklasyczne. Wieża zachowała wpływ stylu mudejar. Wewnątrz katedry możemy podziwiać dzieła Zurbarana.

Po drugiej stronie Alkazaru znajdują się plac i kościół San Migiel, urokliwy zakątek otoczony drzewami pomarańczowymi. Style gotycki, renesansowy i barokowy stworzyły wyjątkową kompozycję, zwieńczoną wyróżniającym się ołtarzem głównym.Po przejściu placu del Arenal, następnymi miejscami godnymi uwagi są budynek Rady Miejskiej i Ratusz, kościół San Dionisio (patron miasta) w stylu mudejar oraz Klasztor San Francisco, w którym znajduje się dziedziniec z krużgankami z XIII wieku.

Najstarsza część miasteczka, otoczona starymi murami, zachowała cenne przykłady architektury religijnej i świeckiej, jak choćby kościoły San Mateo i San Lucas oraz pałace Riquelme i Permantín. Ta dawna posiadłość lokalnej arystokracji mieści obecnie Andaluzyjskie Centrum Flamenco. Jest to odpowiednie miejsce, by dowiedzieć się czegoś więcej o tej sztuce, której Jerez jest prawdziwym mistrzem, odwiedzając instalacje audiowizualne, specjalistyczną bibliotekę i fonotekę.

Niedaleko rozpoczyna się dzielnica Jerez o najstarszych tradycjach związanych z flamenco - dzielnica Santiago. Te bielone domy mieszczą liczne peñas flamencas i bractwa, których członkowie są czcicielami obrazów i rzeźb zachowanych w Bazylice Nuestra Señora de la Merced (patronki miasta) i w kościele Santiago. Gotycka linia kościoła, uzupełniona elementami renesansowymi i barokowymi, daje schronienieCristo del Prendimiento (Chrystusowi Pojmanemu), słynnymu „Prendi”, którego procesji w Wielką Środę towarzyszą wzruszające śpiewy saet.

Na drodze prowadzącej ku bardziej handlowym ulicom Jerez wznoszą się Klasztor Santo Domingo (posiadający dekoracje w stylu mudejar oraz sklepienie krzyżowe w krużgankach, wykorzystywanym jako sala wystawowa) oraz barokowy Pałac Domeq.Piwnice winiarskie i konieInnym sposobem poznania kultury miasta Jerez jest odwiedzenie jednej z licznych piwnic winiarskich, gdzie wytwarza się wina posiadające chronioną nazwę pochodzenia Jerez-Xérès-Sherry Manzanilla-Sanlúcar de Barrameda. Możemy tu zapoznać się z tradycyjnymi oraz stosowanymi obecnie metodami produkcji oraz degustować różne gatunki wina z Jerez.

Na uwagę zasługuje także wyjątkowa architektura świątyń wina. Prawdziwą przyjemność da nam podziwianie obiektów zaprojektowanych przez Gustava Eiffla (“La Concha” Gonzáleza Byassa), konstrukcji z ponad czteroma tysiącami łuków podkowiastych (Gran Bodega Domeq), czy piwnicy winiarskiej “Bodega del Tío Pepe”, wpisanej na listę Historycznego Dziedzictwa Andaluzji, jako reprezentacyjnej dla modernizmu “Docomomo”. Ciekawe jest także zwiedzanie Muzeum Dziewiętnastowiecznych Etykiet.

Także hodowla koni rasy andaluzyjskiej jest ściśle związana z rozwojem tego miasta. Tutaj odbywa sięFeria del Caballo (targi koni), impreza o międzynarodowym znaczeniu turystycznym, której głównymi bohaterami są konie i jeźdźcy. Przejazdom i zawodom jeździeckim towarzyszą w tych dniach śpiewy, tańce i kuchnia, zawsze obecne na stoiskach targowych. Ta związana z końmi tradycja jest szczególnie widoczna w takich instytucjach jak stajnie Yeguada de la Cartuja, Yeguada Militar oraz Centrum Rozmnażania Koni. W pałacu Recreo de las Cadenas, dziele francuskiego architekta Garniera i siedzibie Królewskiej Andaluzyjskiej Szkoły Jazdy możemy wziąć udział w pokazie ujeżdżania „Jak tańczą andaluzyjskie konie”.

Oferta kulturalno-rozrywkowa rozciąga się poza granice miasta. Jej uzupełnieniem są Klasztor Kartuzów Santa María de la Defensión, wpisany na listę zabytków narodowych, oraz liczne pola golfowe, z których jedno położone jest zaledwie kilka kilometrów od lotniska w Jerez de la Frontera.Miejscowa gastronomia włączyła szeroki wachlarz win w przygotowywanie swych najbardziej tradycyjnych receptur. Zarówno mięsa, jak i owoce morza i ryby są przyrządzane według miejscowych przepisów: al jerezlub a la jerezana, co wskazuje na dodanie win fino, amontillado, oloroso lub Pedro Ximénez. Po zupie z pomidorami, tradycyjnym chłodniku gazpacho, potrawie jednogarnkowej na bazie grochu zwanej menudo de garbanzos, podaje się torrijas (smażony chleb moczony w winie) oraz tocinos de cielo (rodzaj puddingu z żółtek). Ocet, wina i brandy oczywiście muszą posiadać chronioną nazwę pochodzenia z Jerez.

Jerez de la Frontera stanowi także dobry punkt wypadowy na plaże Costa de la Luz, gdzie na szczególną uwagą zasługują miejscowości: Sanlúcar de Barrameda, Kadyks czy Chiclana de la Frontera. Zaś pobliskie wioski, leżące na szlaku białych miasteczek, są interesującym przykładem zabudowy w pełni wkomponowanej w skomplikowane ukształtowanie terenu. Jest to trasa po urzekających obszarach naturalnych, wśród których możemy wymienić obszary chronionego krajobrazu w Zatoce Kadyksu, Entorno de Doñana oraz la Breña i Marismas de Barbate.Oprócz oferty noclegowej w Jerez de la Frotera, podczas pobytu w regionie mamy dwie oferty noclegu w hotelach typu parador: w Kadyksie oraz Arcos de la Frontera.

w oparciu o spain.info

środa, 4 lipca 2012

Sanfermines - gonitwy byków w Pampelunie

Miasto Pampeluna (hiszp. Pamplona) jest znane na całym święcie dzięki encierros czyli gonitwom byków organizowanym z okazji świą ku czci św. Fermina. Od imienia świętego – San Fermin wzięła się nazwa tego wydarzenia sanfermines.

Miasto Pampulena położone jeset w prowincji Nawarra, założone zostało przez Pompejusza w 74 p.n.e. Początkowo służyło za garnizon wojsk rzymskich i nazywane było Pompaleo.
Kilkukrotnie przechodziło w różne ręce, oczywiście wynikiem podbojów. W 824 roku powstało baskijskie królestwo Pamplony, zwane później królestwem Nawarry. Pozostaje stolicą aż do 1512 roku.
Choć cały czas podbijane i odbijane, doczekało się początku dynamicznego rozwoju w XI wieku. Dzięki trasie organizowanych imprez pielgrzymkowych do Santiago de Compostela. 

Corocznie przybywają tu z całej Hiszpanii i zza granicy wielbiciele adrenaliny. Gonitwy byków, przebiegające uliczkami Pampeluny opisane zostały nawet w powieści Ernesta Hemingwaya „Słońce też wschodzi”. Impreza trwa przez dziewięć dni. Mieszkańcy Pampeluny ubrani na biało czerwono, świętują z zacięciem iście hiszpańskim.

widok na Pamlonę
Sanfermines rozpoczynają się 6 lipca w samo południe. Wtedy to z balkonu Ratusza wypuszczany jest tak zwany chupinazo, czyli rakieta sygnałowa informująca o oficjalnym rozpoczęciu świąt. Powoduje wybuch ogólnej radości wśród tłumu zebranego na placu. Następnego dnia o godzienie 8 rano rozpoczyna się pierwsza gonitwa. Otwierają się wrota zagrody Santo Domingo i setki wiernych tradycji sportowców biegnie, uciekając przed bykami trasą przebiegającą przez starówkę i prowadzącą do areny walk byków.

Codziennie, od 7 do 14 lipca, powtarzany jest ten krótki, intensywny wyścig. W ciągu 3 minut przebiega się dystans ponad 800 metrów. Ale oczywiste jest, że dobrze zmotywowany rogami byka biegacz może zrobić taki wynik bez problemu. Wypuszczane z Ratusza rakiety służą do informowania biegnących o poszczególnych momentach gonitwy:

  • pierwszy wystrzał ogłasza otwarcie wrót zagrody 
  • drugi ostrzega, że wszystkie byki wyszły na zewnątrz 
  • trzeci (na placu) oznacza, że byki dotarły do areny byków 
  • czwarty informuje, że byki są już zamknięte i gonitwa dobiegła końca. 


widać, że rogi tępe nie są
Przed gonitwą uczestniczący w niej biegacze polecają się Świętemu Ferminowi, trzykrotnie wznosząc śpiewy przed małą figurką znajdującą się na ulicy Cuesta de Santo Domingo. Fiesta jest chyba równie ważna co sjesta. Jeśli jest zabawa, to z rozmachem. Nie tylko dla wielbicieli darcia zelówki i opatrywania podrapanych rogami boków.

Ci, którzy nie chcą ganiać przed kilkuset kilogramami wściekłych mięśni zaopatrzonych w rogi mogą zająć się zwykłym, hiszpańskim leniuchowaniem. Święty Fermin pilnuje, aby piwo było zimne a i jakiś dobry tapas się znalazł obok. Dla dzieci też znajdą się atrakcje, rodem z wesołego miasteczka. Sanfermines trwają do 14 lipca, aż do północy. Na Placu Ratuszowym, przy zapalonych świecach śpiewają wspólnie „Pobre de mí” (co ze mną będzie) i żegnają się ze świętami do następnego roku.

środa, 27 czerwca 2012

Sevilla, co warto odwiedzić?

Sevilla nazywana jest perłą Andaluzji, formalnie też jest stolicą tego regionu. Zdecydowanie warto zwiedzać to miasto wieczorem, ponieważ dopiero wtedy mieszkańcy wychodzą do licznych casetas, mesones, czy też barów. Jeśli jednak mamy zamiar zapełnić karty pamięci ładnymi zdjęciami to jest kilka miejsc, które należy obowiązkowo odwiedzić.

Alkazar - pałac królewski w Sewilli (hiszp. El Real Alcázar de Sevilla) – położony Blisko katedry, w kierunku południowo-wschodnim znajduje się pałac królewski. Decyzje o jego budowie podjął w 913 r. Abd Al-Rahman III, pierwszy kalif Andaluzji. Od tego czasu przebudowywany był przez okres ok. 500 lat (pomniejsze zmiany nawet do XIX w.) przez dynastie mauryjskie, a potem przez władców chrześcijańskich (od XIII w.). Stopiły się tu przez wieki różne style: arabski, gotyk, mudejar. Przy czym pałac jest klasycznym przykładem właśnie stylu mudejar.

Katedra św. Marii - (hiszp. La Catedral de Santa María de la Sede de Sevilla) jest jedną z największych katedr na świecie (największa po watykańskiej Bazylice Św. Piotra i Katedrze Św. Pawła w Londynie). Ma bogato zdobione wnętrza. Wartym zainteresowania elementem jest ołtarz główny, określany jako największy na świecie. Jest wysoki na 27,8 m i szeroki na 18,2 m. Jego pięknie rzeźbiona powierzchnia jest pokryta złotem. Chciano w ten sposób pokazać bogactwo i potęgę Hiszpanii. Użyto ponad 3 tony złota pozyskanego z Nowego Świata. Wewnątrz katedry znajduje się grobowiec Krzysztofa Kolumba (hiszp. Cristóbal Colón, wł. Cristoforo Colombo), podtrzymywany na ramionach przez 4 heroldów, symbolizujących 4 królestwa, które legły u podstaw Hiszpanii. Podobno dotknięcie stopy herolda przynosi szczęście, dlatego też wielu turystów ustawia się w długą kolejkę i czeka, aby stopę dotknąć. Warto wdrapać się na szczyt wieży katedralnej i zobaczyć panoramę Sewilli.

Plac Hiszpański - to obiekt wybudowany w Parku Marii Luizy (Parque de María Luisa) w roku 1928 na Wystawę Ibero-Amerykańską z 1929 r. Wraz z nim powstało wiele pawilonów tematycznych i narodowych. Zaprojektowany w stylu neo-mudejar z elementami art déco, jest bardzo duży – to właściwie długi ciąg połączonych budynków, ma kształt półokręgu otaczającego spory plac z centralną fontanną. Budynek z placem i fontanną łączą, ponad sztuczną rzeczką, ładne mostki. Wielka fontanna tryska obficie wodą, generując przy tym przyjemny chłód. Ściany budynku i mostki są bogato zdobione ceramicznymi płytkami azulejo. Wzdłuż dolnej części ściany zobaczycie jakby nisze, wyłożone ceramiką i poświęcone różnym prowincjom Hiszpanii. Obecnie obiekty znajdują są w rękach rządu i magistratu. Dawne pawilony zamieniono w części na muzea. Plac Hiszpański jest na tyle charakterystyczny, że inspiruje filmowców. To tu były nagrywane niektóre sceny do filmu Gwiezdne wojny Epizod II: Atak klonów.

Złota Wieża – znajduje się na brzegu rzeki, niedaleko mostu Puente de San Telmo. Zbudowana została w pierwszej poł. XIII w. na 12-kątnym rzucie – główny, dolny poziom. Poziom środkowy jest 6-kątny, a najwyższy, okrągły pochodzi z XVIII w. Pierwotnie była punktem obserwacyjnym, strzegącym dostępu do miasta drogą wodną. W razie zagrożenia, podnoszono w poprzek rzeki gruby łańcuch, który blokował statki wroga. Druga wieża, stojąca na przeciwnym brzegu rzeki już dzisiaj nie istnieje. Przez wieki zmieniała się jej funkcja. Złota Wieża była więzieniem, kaplicą, potem mieścił się tu skład prochu strzelniczego, a obecnie znajduje się tu muzeum morskie. Toczą się spory co do jej nazwy. Nie wiadomo czy Złota pochodzi od płytek jakie niegdyś pokrywały jej ściany, czy też, jak chce legenda, trzymano tu złoto przywożone z Nowego Świata.

Dawna Fabryka Cygar (hiszp. Antigua Fabrica de Tabacos) - obecnie stanowi część Uniwersytetu Sewilli. Stara ogromna fabryka cygar była ówcześnie dźwignią ekonomiczną miasta. Fabryka powstała między 1750 a 1766 rokiem, a 100 lat później zatrudniała 10.000 pracowników, spośród których Carmen stała się bohaterką opery (rolowała cygara między swoimi udami). W XIX wieku kobieta ta utworzyła największy w całej Hiszpanii ruch pracujących kobiet. Ten neoklasycystyczny budynek jest imponujący, mimo że trochę ciemny. Jedna z największych hal starej fabryki posiadała stajnię na 400 mułów, własny areszt a nawet pielęgniarkę.

Archiwa Indii (hiszp. Archivo de Indias) - wybudowane  w XVI wieku, z późniejszymi zmianami, posiada cenne dokumenty dotyczące związków Hiszpanii z amerykańskimi koloniami. 8 kilometrów regałów i półek zawiera 80 milionów stron dokumentów, datowanych od 1492 roku aż do końca imperium w XIX wieku.

Dzielnica Santa Cruz – niegdyś getto dla Żydów, wypędzonych z Hiszpanii pod koniec XV wieku na skutek działalności Inkwizycji, jest dziś najbardziej kolorową dzielnicą Sewilli. Jest to najbogatsze miejsce w mieście, biorąc tu pod uwagę liczbę zabytków, wąskie i kręte uliczki chroniące przed słońcem, z wspaniałymi pobielonymi domami i odgrodzonymi żelaznymi bramami. Praktycznie wszystkie domy mają patio, nierzadko bardzo duże, które latem stają się miejscem, gdzie najczęściej przebywa cała rodzina.






poniedziałek, 11 czerwca 2012

El Rocio to niewielka miejscowość położna blisko narodowego parku Donana.

Wyświetl większą mapę W Hiszpanii miejsce to jest  celem corocznych pielgrzymek.


Wracając z plaży w Metalascanas, zgodnie z luźnym planem mieliśmy zasiąść w knajpce nad rozlewiskiem wodnym w El Rocio. Zamysł ten powstał już podczas majówkowego powrotu z parku narodowego, gdy Monika wyskoczyła z auta fotografować różowe flamingi i dzikie konie.
Karta dań, urokliwie położonego lokalu zachęcała do sprawdzenia umiejętności kucharza, więc po solidnej dawce UV zaserwowanej na plaży Sevilli zatrzymaliśmy się na parkingu restauracji. Ula uprzedzała, że jest za wcześnie, że Hiszpanie jeszcze o tej porze nie jedzą nic poza zimnymi tapas.
Uciąłem ostro te pesymistyczne wynurzenia, bo przecież swoje wiem, restauracja jest, niedziela jest, sezon się zaczął to do knajpy można się wbijać.
Dyplomatycznie jednak na przeszpiegi został wysłany Tomek, który wyszedłszy z busa w funkcji floatera zadokował do drzwi wejściowych. Uchwyt drzwi uległ naciskom, Tomek zajrzał, szybko sprawę ocenił i pewnym krokiem wrócił do nas.
Ula jeszcze, z mniejszym przekonaniem, zapytała czy widział aby ktoś jadł. Byłem niemy na te pytania jak i odpowiedzi.
Oczywiście knajpa działała, ale kucharza nie było, kuchnia zamknięta i tylko można raczyć się piwskiem i winem oraz jakimiś lichymi tapas.
Szpetnie objechałem lamusów za to, że nie chce im się prowadzić restauracji i pojechaliśmy bez planu.
Jak zwykle życie ułożyło lepszy.
Zaraz za parkingiem był wjazd na asfalt i zjazd w piaszczystą drogę. Niepozorną ale jakże kuszącą. Mieliśmy czas, więc wykonałem serię niekontrolowanych skrętów uprawiając tzw. turystykę samochodową.
Piaszczyste drogi prowadziły przez całe miasteczko, to nie było najwyraźniej zaniedbanie drogowców.
Oko przyciągały również często pojawiające się archaiczne pojazdy jednoosobowe napędzane siłą jednego konia żywego. Przy prawie każdym domu, niczym w westernach były barierki do parkowania czterokopytnych pojazdów.
Zaczynało się robić ciekawie. Już wiedzieliśmy, że nie ma co liczyć na ciepły posiłek ale miejsce było wyjątkowo urokliwe. Słyszałem o nim właśnie ze względu na zielonoświątkowe pielgrzymki, które utrudniały dojazd na strefę zrzutu.
Sklepiki, z powystawianymi dewocjonaliami i wszędobylskimi sukniami do flamenco, bary mniejsze i większe, wreszcie na skraju rozlewiska instytut ornitologii (myślałem, że taki modernistyczny bar i zajechałem – nie ma co tam jechać) niewiele ale wystarczająco dużo aby sobie usiąść i porobić nic.
Jeszcze parę zakrętów i wypatrzyłem miejsce dobre do posiedzenia. Wyglądało magicznie ze względu na olbrzymie drzewa oliwkowe. Stoły na beczkach, miejsca dla postoju koni i wysokie stoły dla koniarzy, którzy nie mają zamiaru schodzić na dół.
O godzinie 19tej w takich lokalach panuje hiszpańskie trankilo. Smętnie snują się kelnerzy, w środku ktoś coś czyści, na zewnątrz pancio skrupulatnie polewa wodą piach, aby się nie kurzyło.
Sangria, dojrzały serek w kawałkach, jakieś piwko i oliwki w młodej zalewie. Tak je nazywam, bo jeszcze nie mam dokładnej wiedzy o procesie i przygotowywania. Na pewno te z drzewa nie nadają się do jedzenia (sprawdzałem) bo są gorzkie. Te w zalewie już są super, co sprawdza nasz czteroletni smakosz, wcinając niemal tak sprawnie jak czekoladę, tuńczyka, albo surowego łososia na sushi.
W niektórych knajpach podają jednak oliwki w smaku pomiędzy tym co z drzewa a tym co ze sklepu. Z większą zawartością czosnku i papryki. Rewelacja.
Siedzimy więc sobie pod drzewem, a to drzewo, panie tego, to jest oliwka, która ma 1500 lat i jak twierdzi kelner jest jednym z najstarszych drzew w Europie.
Może i sadzi nam turystyczny kit, sprawdzę to niebawem, ale Curro – pilot Dorniera, który jest lokalsem potwierdza to ze stanowczością. Dodaje też, że El Rocio już nie jest takie jak piętnaście lat temu. Teraz ponoć już pachnie komerchą.
No cóż, jeśli organizowane są pielgrzymki, które przyciągają około miliona ludzi do miejscowości zamieszkałej przez 2 tysiące to jak się dziwić, że następują przemiany.
Budzi się w społeczeństwie duch turystyki. Państwo temu sprzyja więc efekty widać.
Doczekaliśmy do wieczora, zamówiliśmy jeszcze kilka fajnych dań. Polecam 400 gramowego T-bone'a, który jest robiony ewidentnie przez fachowca. Nie polecam kremu, czy też sosu, który nie przypomina ani masła czosnkowego ani sosu serowego. Bardzo dobre są kotlety z jagnięciny, smakowicie prezentuje się pieczona kaczka. Krewetki takie sobie. Po przeszkoleniu Szymka vel Janka dotyczącego pieczołowitego czyszczenia krewetki przed dalszą obróbką termiczną smak mi się zmienił. Takie w całości pieczone walą bagiennym zapachem. No da się je zjeść naturalnie ale odbiegają od nowo zarysowanych standardów.
El Rocio zostało założone w 1834 roku.
Sakralną atrakcją jest legenda o figurce matki boskiej, która została znaleziona w koronie drzewa. Szczęśliwy znalazca tak się rozemocjonował, że uciął sobie małe kimonko przed drogą do miasta Almonte. Śpiący myśliwy, po przebudzeniu zauważył, że figurka znowu jest w koronie drzewa. To stanowiło jawny akt cudu, wystarczający do wzniesienia Bazyliki Najświętszej Marii Panny w El Rocio.
Niezależnie jednak od wyznawanej wiary, braku wiary, czy miejsca na wiarę to El Rocio odwiedzić warto.
Miejsce nie ma sobie równych. Wygląda niesamowicie zarówno w ciągu dnia jak i w nocy. Galopujące dzikie konie i różowe flamingi to widok może nieco kiczowaty ale, co dziwne, naturalny.
To również jeden z boków trójkąta turystycznego: plaży w Mtelascanias, parku krajobrazowego Donana i właśnie El Rocio.
Pomysł na wycieczkę, na przynajmniej jeden dzień ze wspaniałą konsumpcją w ładnych widokach. Na plaży nic lepiej nie jeść.

niedziela, 27 maja 2012

Stupa w Maladze



Zwiedziłem w Hiszpanii dwie buddyjskie stupy. Można powiedzieć, że przypadkiem (to zależy od tego, jaką kto stosuje definicję przypadku). Arturro, który wynurza się zewnętrza co parę lat, tym razem zapowiedział swój przylot do Malagi. To on, wytrwały buddysta diamentowej drogi, zabrał mnie w dwa ciekawe miejsca.

Jedno z nich, nastraja bardzo relaksująco, drugie działa jak dobra, mocna kawa. Oba te miejsca to w gruncie rzeczy niewielkie budowle.

Stupy. Kiedyś w Nepalu podreptałem sobie wokół jednej z największych. Tu w Hiszpanii nie spodziewałem się, że również można znaleźć te obiekty.
Zacząłem trochę węszyć, czym są. Znalazłem dużo informacji ale zupełnie innych niż oczekiwałem. Oczywiście to może być problem moich oczekiwań a nie wiedzy, którą napotkałem w katalogach wujka Gógla.


Malaga, Benalmadena
mandala


  • zakopanie przedmiotów nawiązujących do części ciała Buddy,
  • poziom podstawowy – symbolizujący dziesięć pozytywnych działań,
  • lwi tron – tenże odnosi się do nieustraszoności,
  • na nim stupa właściwa – przedstawia ścieżkę oświecenia w postaci pięciu dróg
  • nad nią ochronny parasol oznaczający przezwyciężenie wszelkiego cierpienia,
  • wreszcie zwieńczenie z klejnotem – symbolem niezniszczalnej natury umysłu.
Struktura Stupy w Maladze



Nie za bardzo interesuje mnie historia i znaczenie historyczne. Cóż poradzić. Bardziej mnie kręci, jak to działa i po co a nie, kto i kiedy coś zrobił.
Na podstawie tego, co sobie pogadałem z Arturro, tego co przeczytałem i tego, co wiem spróbuję wytłumaczyć po swojemu.
Stupy to swego rodzaju koncentratory energii. Może nie tak, jak z magazynu Nie Do Wiary, gdzie lądują różne ufoludki.
Wszystko jest energią, więc i myślenie jest energią. Dla psychiatrów to bardziej rozbłyski energii elektrycznej, dla bardziej zainteresowanych ezoteryką to jedno z oblicz energii życiowej.
Gdy ludzie myślą, wierzą, oczekują, modlą się, wyobrażają sobie tworzą wokoło siebie różnego rodzaju myślokształty mające wpływ na punkty zwrotne ich ścieżki życia. Tu zwolennicy hinduizmu pewnie by się zabulgotali, jak to: karma to karma. Nie ma żadnych punktów zwrotnych, od początku do końca jest nakreślona.
Energia może być kierunkowana. Sądzę, że są jednostki, które mają zdolności kierowania energią innych żywych istot. Póki co, to abstrakcja dla mnie. Po prostu nie wykluczam takiej możliwości.
Jednak wierzę, albo może bardziej trafnie, jestem przekonany, że wspólne, zbieżne myślenie jest wzmacniane.

Stupy są, w moim przekonaniu takimi koncentratorami energii. Stawiane są w miejscach, które są naturalnie silne energetycznie ale nie w tym tkwi ich działanie.
Sądzę, że chodzi o szczególną formę programowania energetycznego. Takiego kodowania miejsca aby skupiało pewne wspólne wibracje.

Zaczyna się więc uruchamianie stupy w momencie podjęcia decyzji, przez jakiegoś prze-mistrza. Potem cały tradycyjny proceder z umieszczaniem kolejnych warstw:


W swej konstrukcji, w rzucie pionowym przypomina mandalę. Można powiedzieć, że to mandala w wersji 3D. W przekroju poziomym ma za to odniesienie do schematu przepływu energii życiowej przez ciało człowieka wraz z elementami symbolizującymi poszczególne czakry. A drzewo życia umieszczone w środku można więc porównać do centralnego kanału energetycznego biegnącego wzdłuż kręgosłupa.

Samo słowo stupa w znaczeniu sanskryckim to: węzeł włosów, górną część ciała lub nagromadzenie ziemi i kamieni.
Dla buddystów to czorten, miejsce nabijania punktów w grze życia. Tu, bardzo sprawnie, poprzez przekazywanie darów mogą gromadzić zasługę.
Finałem uruchamiania stupy jest uroczystość prowadzona przez mistrza stupy, w której zaprasza się buddów do zamieszkania w tym urządzeniu. Podobno dopiero do tego momentu stupa zaczyna działać.

Czy w to wierzycie, czy nie jeśli będziecie w Maladze, zobaczcie to miejsce. Pochodźcie sobie wokoło zgodnie z ruchem wskazówek zegara (aby nie wpaść na innych zamyślonych na czołowe zderzenie), wejdźcie do środka – to ewenement, zwykle stupy są małe, ta w Maladze pozwala na wejście do środka. Usiądźcie na jednej z poduszek, które czekają na gości po prawej stronie od wejścia i pomyślcie sobie o niczym. Poczujcie moment i miejsce – to w niczym nie zaszkodzi a da chwilę wytchnienia dla umysłu.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Adrenalina w Hiszpanii - skoki spadochronowe

Nie wszyscy są zwolennikami leżenia plackiem na plaży. Nawet jeśli w Hiszpanii plaże te są naparawdę przepiękne. Nawet jeśli w sezonie zjeżdżają się ludzie z całego świata to i tak dla niektórych może to być po prostu nudne.

Wiele jest rzeczy, które pobudzają krążenie krwi, które ożywiają ciało i umysł. Ale pośród różnych namiastek prawdziwej adrenaliny tylko skoki spadochronowe są w stanie sprostać najwyższym oczekiwaniom.

Skok tandemowy to wspaniały pomysł na wakacje
Najbardziej przystępne są na pewno skoki tandemowe. Nie wymagają kursu, nie wiążą się nawet z jakimś dłuższym przygotowanie. To tak jak lot widokowy, tyle że z emocjami większymi niż podczas akrobacji samolotowej. Stanięcie na progu samolotu i wyskoczenie na pewno odciśnie się pozytywnym piętnem w każdej pamięci.

Jednym z najsprawniej działających lotnisk hiszpańskich, na których można wykonywać skoki tandemowe jest La Julliana koło Sewilli. Tu, z wysokości wyższej niż gdziekolwiek indziej bo z 4600 metrów można wykonać skok tandemowy.

Skoki tandemowe w Polsce wykonuje się z niższych wysokości i zawsze trzeba pamiętać o tym, że pogoda może wykręcić złośliwy numer.

W Hiszpanii pogodą nie trzeba się martwić, szczególnie w okolicach Sewilli.
Jeśli więc ktoś lubi mocne wrażenia i normalne człapanie noga za nogą oglądając kolejne zabytki architektury lub pijąc kolejną cervezę w barze może skakać z samolotu.

Hiszpania to wspaniały dla turystów kraj. Nie dość, że są dobrze nastawieni do przyjezdnych to jeszcze mają wszystko jak stworzone do zabawy. Nawet skoki spadochronowe wykonuje się u nich łatwiej niż dajmy na to w Polsce.
W Hiszpanii nie trzeba wykonywać specjalistycznych badań medycznych aby rozpocząć kurs spadochronowy. Czyli jest nowy pomysł na spędzenie wakacji.

Skoki spadochronowe w Hiszpanii z kursem podstawowym. Tak jak do Egiptu jedzie się ponurkować tak do Hiszpanii można pojechać aby poskakać. Kurs AFF to już jest przygoda nie na jeden weekend a na jakiś tygodniowy pobyt. Trzeba bowiem zrobić szkolenie teoretyczne a potem skoczyć około 7 razy aby instruktor pozwolił po egzaminie na samodzielny skok z 4600 metrów.

Jednak kurs AFF w Hiszpanii to nie jest nic trudnego, nie jest też drogi a odchodzi masa stresu związana z oczekiwaniem na pogodę, jeżdżeniem w każdy weekend na jakieś polskie lotnisko i czekanie w kolejce chętnych.

Trochę wiedzy o Hiszpanii

Królestwo Hiszpańskie

Hiszpania, czyli Królestwo Hiszpańskie to największe z trzech państw położonych na półwyspie iberyjskim. Pozostałe państwa to Portugalia i Gibraltar. 
Królem Hiszpanii jest Filip VI, syn Jan Karola, który abdykował 19 czerwca 2014 roku.


Nazwa Hiszpania 

wywodzi się słowa Hispania, tak Rzymianie nazwali część Półwyspu Iberyjskiego. Słowo Hispania ma korzenie fenickie (i-spn-ya). To Fenicjanie założyli pierwsze miasto Gadir, czyli dzisiejszy Kadyks.


Za Wikipedią
Hiszpania dzieli się na 17 wspólnot autonomicznych (Comunidades Autónomas), które cieszą się dużą autonomią (głównie w kwestiach szkolnictwa, podatków itd.), oraz dwa miasta autonomiczne (Ciudad Autónoma). Oto one:
Integralną część Hiszpanii stanowią tzw. hiszpańskie posiadłości w Afryce Północnej: